z

Łódź

Gdy głowa mówi nigdy więcej, a serce już planuje kolejne starty…

20.03.2015

Gdy głowa mówi nigdy więcej, a serce już planuje kolejne starty…

- Myśl o bieganiu przysparzała mi samych negatywnych emocji. Przebiegnięcie kółka na stadionie czy 1000m w szkole na ocenę było nie lada wyczynem. Wypadek na treningu koszykarskim stal się zaczątkiem wielkiej przygody, która trwa do dzisiejszego dnia – mówi Piotr Myślak, jeden z członków naszej ekipy, który zanim zaczął biegać ważył 104,8 kg! Dziś Jego waga startowa to 77 kg, a plan na maraton to wynik poniżej 2:40.

Mimo dużej ilości ruchu, przypominał piłeczkę ważąca ponad 100kg. Okres liceum był dla Piotra czasem kiedy w Świeciu, w którym się urodził, trwało koszykarskie szaleństwo dyktowane sukcesami miejscowej drużyny. Postanowił rozpocząć „karierę” koszykarza. Trwała ona kilka lat. Po przenosinach na studia grał na uczelni. Trening 9 listopada 2009 zapamięta na długo. Przypadkowe zderzenie, trzask... I diagnoza: złamany obojczyk i 5 tygodni w ortezie.. Brak ruchu spowodował, że Piotrek szybko wrócił do dużej wagi. 24 grudnia tego samego roku po wejściu na wagę ujrzał 104,8 kg  i postanowił wrócić do sportu. Wtedy tez pierwszy raz wyszedł pobiegać. Mimo mrozu i wiatru udało się pokonać blisko 6km. W czasie, który do dziś jest tajemnicą.

Kolejne treningi były kwestią czasu. Zaraził się bieganiem, bo o koszykówce musiał zapomnieć. Powrót do pełnej sprawności ręki trwał bardzo długo. W tym czasie bieganie było wspaniałą alternatywa. Wyznaczanie tras na Google Maps, by wiedzieć ile się przebiegło, stare buty, bluza i biegiem przez świat :)

Pierwszy półmaraton

- W głowie błądziła mi myśl, by spróbować swoich sił w półmaratonie i tak poprzez próbny start w Maniackiej Dziesiątce dobiegłem do półmaratonu. Zakupiłem pierwsze - wtedy wydawało mi się biegowe buty, bluzę, spodnie i pobiegłem. Ustawiłem się za pacemakerem na 1:30. Może za szybko chciałem… - opowiada Piotrek. - Potem się okazało, że bluza była głupotą, a buty nieodpowiednie do mojej wagi bliskiej 100 kilogramów. Wyszedł pęcherz, zjedzona czekolada na 15. kilometrze szybko odbiła się kolką. Ale dobiegłem. Czas 1:32. Byłem szczęśliwy!

Pierwszy półmaraton był wielką lekcją pokory. Nieodpowiednie buty spowodowały tygodniową przerwę w bieganiu. Ale Piotrek się nie poddał. Pobiegł jeszcze jeden półmaraton - w Chełmży – w czasie 1:26 oraz 10 km w Gdyni w 38 minut. Tak zaczęła się jego przygoda z bieganiem.

Szaleńczy i upalny maraton metropolii

Od półmaratonu do pierwszego maratonu dzieliły Piotra miesiące. 10 czerwca 2010 z myślą o pięknym debiucie stanął na starcie maratonu metropolii. Maraton zakończył się zupełnie inaczej niż Piotr planował - walką o przetrwanie. Głowa totalnego amatora, błędy w przygotowaniu lub jego całkowity brak. 4:00,54 w upale wynoszącym ponad 30 stopni i „biegowa śmierć” na ostatnich kilometrach. - Blisko stukilowa masa pokonała maraton, nauczyła się pokory, podczas samego biegu straciłem wtedy blisko 6kg - mimo uzupełniania płynów  - wspomina Piotr.

Po tygodniu regeneracji Piotrek rozpoczął przygotowania do maratonu w Poznaniu, który ukończył w czasie 3:15, by na wiosnę 2011 roku pobiec w 2:58, spełniając przy tym marzenie o starcie w biegu maratońskim w ukochanym Paryżu.

Co zmieniło bieganie?

Zmieniło ciało i umysł. Pozwoliło poznać siebie, swoje słabości i nauczyło pokonywać trudności życia codziennego. Pozwoliło poznać wspaniałych ludzi, miejsca w których pewnie nigdy bym nie był gdyby nie biegi. Przyjaciół z którymi dzielę swoją pasję i pokonuję kilometry.

Dlaczego biegam dalej skoro już schudłem, wystartowałem w wielu biegach? Dla momentu gdy wbiegam na metę. Gdy łączy się ból i radość, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa. Gdy głowa mówi nigdy więcej, a serce już planuje kolejne starty…