z

Łódź

"Uwielbiam ten stan, kiedy zakładam słuchawki na uszy, gra moja ulubiona piosenka, a ja biegnę po bezdrożach"

20.02.2015

"Uwielbiam ten stan, kiedy zakładam słuchawki na uszy, gra moja ulubiona piosenka, a ja biegnę po bezdrożach"

Dlaczego zaczęłam biegać? Chyba jak u wielu biegaczy (aktualnych), strzałeczka na wadze zaczęła niebezpiecznie szybko się rozpędzać. A myśl, że zawsze byłam związana ze sportem nie pozwalała mi spokojnie na to patrzeć. Choć w szkole nie było to bieganie - wtedy 2 kółka na bieżni były dla mnie karą, ale siatkówka i piłka ręczna - to był mój żywioł. I właśnie jeden z nich spowodował moją długą rozłąkę ze sportem i przyspieszenie na wadze…

Zerwane więzadła, sterydy i rehabilitacja były dla mnie koszmarem i piekłem. Na początku było mi obojętne, jak wyglądam i ile ważę, ale jak kiedyś autobus uciekł mi spod nosa bo nie byłam w stanie przebiec 200 metrów mocno mną wstrząsnęło. I wtedy podjęłam decyzję: koniec zajadania się czekoladą na kanapie i oglądanie kolejnego "ulubionego serialu". Czas wziąć się za siebie. Długo myślałam, czym się zająć. W końcu padło na bieganie.

Pierwszego "treningu" nie zapomnę nigdy w życiu. Poczekałam aż całkowicie się ściemni (żeby sąsiedzi nie widzieli), poszłam na polną ścieżkę i się zaczęło. Przebiegłam może z 200 metrów i myślałam, że płuca zostawiłam gdzieś na 50. metrze. Ale nie zniechęciłam się, bieg przeplatałam marszem. I tak przez pierwsze dwa tygodnie codziennie wychodziłam na te moje truchty. Niestety przyszło załamanie. Nogi bolały tak, że nie mogłam na nich ustać. I tu z pomocą przyszedł „wujek Google”. Dowiedziałam się, co robię nie tak i co powinnam zmienić.

Drugie podejście. Wyposażona w buty do biegania, stary dres i uśmiech na twarzy trenowałam dalej. Chwila, której udało mi się przebiec 5 km była jedną z najszczęśliwszych w życiu. I tak z tygodnia na tydzień wydłużałam moje treningi. Mniej więcej po roku zdecydowałam się na pierwszy start w zawodach. Padło od razu na dystans 10,5 km - bieg towarzyszący maratonowi. Było dla mnie szczególnie ważne, że trasa przebiegała przez główną ulicę mojej małej wioski. Było mi naprawdę miło, kiedy moi sąsiedzi, których znam od lat, stali przy trasie, dopingowali, podawali wodę i wspierali. Nie liczyło się, czy biegnę na początku, czy też na końcu stawki. W kolejnych dniach słyszałam tylko słowa gratulacji i podziwu dla wytrwałości.

I tak oto wsiąkłam w ten świat. Uwielbiam ten stan kiedy zakładam słuchawki na uszy, gra moja ulubiona piosenka, a ja biegnę po bezdrożach :) Ale jak to bywa w życiu nie zawsze jest pięknie i kolorowo. Kolejne kontuzje i urazy trochę mnie powstrzymują. Nie daję i dalej walczę na trasie. Jak to na studentkę nie narzekam na nadmiar czasu, więc kiedy znajdę tylko chwilkę czasu, od razu zakładam moje cichobiegi i już mnie nie ma, jestem tylko ja, muzyka i miarowy rytmy wydawany przez moje stopy.

Gdzieś w tym wszystkim zagubiła się chęć posiadania zgrabnej sylwetki. Fajnie było patrzeć, jak ciuchy stają się za luźne, ale zdecydowanie usunęło się to w cień. Ważniejsze dla mnie stało się to, aby każde kolejne starty zakończyć o własnych siłach. I mimo, że zawsze dobiegam na końcu stawki, wygrałam ze sobą, swoim lenistwem i każdą osobą, która woli siedzieć na kanapie.

Plan na przyszłość? Marzę i powoli krok po kroku, zmierzam do przebiegnięcia 42,195 km. Nie wyznaczam konkretnego roku, bo plany planami, a życie życiem. Jak będę gotowa to po prostu pobiegnę :)

Na koncie mam już kilkanaście startów na różnych dystansach i z różnymi wynikami, medale i numery startowe zajmują honorowe miejsce na ścianie. W kolekcji mam też medal za zBiegiemNatury - wystartowałam w pięciu biegach w zeszłej edycji. Zapytacie, dlaczego nie w sześciu? Jak to ze mną bywa, pomyliłam miejsce startu i spóźniłam się na pierwszy bieg cyklu… Jedyne 40 minut :D Na szczęście więcej takiego błędu nie popełniłam. 

Dodam, że odkąd zaczęłam biegać, jestem w stanie uwierzyć, że każdy jest w stanie biegać. Wszystko jest w naszej głowie. To tam się powstrzymujemy i wmawiamy, że nie damy rady. Jak stwierdził zdobywca Mount Everestu - Edmund Hillary: To nie góry pokonujemy, ale samych siebie". Życzę wszystkim biegaczom i przyszłym amatorom tego pięknego sportu, aby uwierzyli w to, że mogą. W końcu to oni są panami własnego życia. 

Jeśli i Ty chcesz opowiedzieć o sobie na naszej stronie - pisz śmiało: media@citytrail.pl :)

Sponsor tytularny

Partnerzy generalni